Widgetized Section

Go to Admin » Appearance » Widgets » and move Gabfire Widget: Social into that MastheadOverlay zone

Poseł Pluta pyta o stan zabezpieczenia przeciwpowodziowego w regionie

Marzec 8, 2012 10:42 AM
W czasie ostatniego, dziewiątego posiedzenia Sejmu Poseł Mirosław Pluta złożył zapytanie poselskie w sprawach bieżących, a dotyczące zabezpieczenia przeciwpowodziowego w naszym regionie.

Poseł Mirosław Pluta pytał Marcina Korolca – Ministra Środowiska, jakie działania podjął rząd w sprawie poprawy zabezpieczenia przeciwpowodziowego górnej Wisły i jak przebiega ich realizacja.

Poseł podkreślił, że w szczególności chodzi mu o dolinę Wisły i Sanu na Podkarpaciu. Jak argumentował – na przestrzeni ostatnich latach, nasz region kilkakrotnie został dotknięty powodziami. A dla tych mieszkańców są to wciąż żywe i bolesne wspomnienia.

Sekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska Stanisław Gawłowski odpowiedział, że w roku bieżącym Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie będzie realizował pięć zadań, które będą finansowane z Funduszu Solidarności Unii Europejskiej.

- Zadania o łącznej wartości 7,14 mln złotych dotyczą różnego rodzaju prac na obiektach hydrotechnicznych znajdujących się na terenie Podkarpacia – mówił S. Gawłowski.

- W ramach ˝Programu ochrony przed powodzią w dorzeczu górnej Wisły˝ na terenie województwa podkarpackiego jest zadanie związane z programem ochrony przeciwpowodziowej zlewni Sanu wraz z Wisłokiem na odcinku do Rzeszowa. Jest też program ochrony przeciwpowodziowej zlewni Wisłoki, program ochrony przeciwpowodziowej od źródeł do Rzeszowa i dla samej zlewni Wisłoki – dodał sekretarz stanu.

Stanisław Gawłowski zaznaczył, że realizowane są też zadania przeciwpowodziowe przez Podkarpacki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych. Trwają również prace przygotowawcze w celu uruchomienia inwestycji związanej z budową zbiornika Kąty – Myscowa.

Wystąpienie Posła Mirosława Pluty:

video: MiroslawPlutaTV

foto: archiwum

6 Responses to Poseł Pluta pyta o stan zabezpieczenia przeciwpowodziowego w regionie

  1. Malanowski Odpowiedz

    8 marca 2012 at 13:50

    powiem jak Czerepach z Rancza do Wójta Kozioła – GENIUSZ !

  2. tarnobrzeżanin Odpowiedz

    8 marca 2012 at 15:37

    Niebawem zaczną się prace na wale od Tbg do Koćmierzowa. Jak to ma być zabezpieczenie przed powodzią to ja dziękuję. A co z drugą stroną? A co z wyżej lub niżej położonym wałem? Gdzieś musi znaleźć się niższy lub słabszy odcinek wału, którym woda przeleje się i go rozerwie. Po co wydawać publiczne ogromne pieniądze na coś co nie spełni swojego zadania? Trzeba udawać, że coś się robi… Trzeba pytać? Rzeka jest problemem ogólnopolskim a nie kilku samorządów.

  3. Mona Liza Odpowiedz

    10 marca 2012 at 17:35

    a ja zacytuję słowa jednej z poszkodowanych w powodzi, która po podliczeniu strat i zysków powiedziała: OBY CZĘŚCIEJ !

  4. Maniek Odpowiedz

    10 marca 2012 at 19:33

    Powodzie były, są i będą. Nawet gdy wydamy miliardy zł na wały to jedno jest pewne – wszystkich i tak nie wzmocnimy i nie podniesiemy. A nawet gdybyśmy je podnieśli to i tak przyjdzie taka woda, że je przeleje.

  5. stix Odpowiedz

    10 marca 2012 at 19:48

    Mówi się, że katastrofalne powodzie to efekt tego, że nigdy nie mieliśmy funduszy na regulację Odry czy Wisły. Doświadczenia zachodnie pokazują, że to błędne rozumowanie. Regulacje rzek, które zwykle miały służyć rzecznemu transportowi – nie zmniejszają zagrożenia, one zwiększają ryzyko powodzi! Na przykład Ren. Próbowano go ująć w karby od stuleci. Najpierw wznoszono obwałowania, a potem zaczęto go “prostować”.

    Odcinano meandry i regulowano koryto. Długość tzw. górnego Renu, czyli odcinka poniżej Bazylei, skrócono z 354 do 273 km. Na Renie mamy też osiem stopni wodnych, których zadaniem jest produkcja energii i ułatwianie żeglugi.

    Do tego doszły potężne budowle hydrotechniczne na dopływach rzeki. Obszar naturalnie zalewany przez Ren został zmniejszony – głównie odcięty przez wały i zabudowany – i skurczył się z 1000 do 140 km kw. Ren nazywany jest sztuczną rzeką. Efekty są tragiczne. Czas przepływu fali powodziowej na odcinku Bazylea – Karlsruhe zmniejszył się z 64 do 23 godzin. Woda po prostu tam gna. Na dodatek to olbrzymia woda. Regulacja sprawiła, że największy chwilowy przepływ wody pojawiający się w czasie powodzi na wysokości Kolonii zwiększył się o 800 m sześc. na sekundę – to tak jakby poza wodą Renu zaczęła tam płynąć jeszcze ilość wody prowadzona przez dolną Wisłę w przeciętnych, nie powodziowych warunkach.

    Częstotliwość powodzi też się zwiększyła. Maksymalny poziom wody, który zdaniem badaczy z początku XIX w. miał zdarzać się raz na sto lat, dziś pojawia się co 30-40 lat. Olbrzymia powódź w grudniu 1993 r. zalała Koblencję, Bonn i Kolonię.

    Miała to być powódź stulecia. Jednak 13 miesięcy później, w styczniu 1995 r., przyszła kolejna, jeszcze większa. Pod wodą znalazła się nawet starówka w
    Kolonii. Niemcy kosztem setek milionów euro starają się teraz przywrócić tereny zalewowe Renu. W końcu ktoś tam doszedł do wniosku, że to pewniejsze zabezpieczanie przed powodziami niż nowe wały i zapory. Kolejny przykład uregulowanej i wylewającej rzeki to Odra, którą już w XVIII w. skrócono z 1020 do 860 km i odcięto wałami od lewobrzeżnej niziny tzw. Łęgów Odrzańskich – terenów zalewowych o powierzchni 800 km kw. Jeszcze przed wojną na Odrze powstały zbiorniki: Turawa, Dzierżno i Otmuchów oraz kilkanaście mniejszych. Po wojnie doszły zbiorniki: Nysa, Mietków i Dobromierz.

  6. stix Odpowiedz

    11 marca 2012 at 00:37

    W grudniu’93, w okolicach Świąt Bożego Narodzenia Niemcy i inne kraje Europy
    Zachodniej nawiedziła wielka powódź. W Niemczech zginęło co najmniej 7 osób.
    Tysiące ludzi musiano ewakuować. Tysiące poniosło straty materialne. Straty tym
    dotkliwsze,, że – jak podaje “Rzeczpospolita” z 24-26.12.92, s. 22 – “w
    Niemczech żadne towarzystwo ubezpieczeniowe nie zajmuje się ubezpieczeniami
    przeciwpowodziowymi. Jeśli ktoś uparł się, żeby mieszkać na terenie zagrożonym,
    to musi sam ponosić ryzyko.” Zrozpaczonych utratą majątku usiłowali pocieszyć
    zatrudnieni przez władze psychologowie. A więc tragedia. I to na wielką skalę.
    A przyczyny tej tragedii są paradoksalne. Otóż do katastrofalnych rozmiarów
    powodzi w Niemczech przyczyniła się regulacja rzek, która prowadzona jest
    przecież m.in. w imię… działania przeciw powodzi.
    A ponieważ rzeki reguluje się nie tylko w Niemczech, ale także i w Polsce,
    warto więc tej sprawie poświęcić więcej uwagi. Tym bardziej, że nasi rodzimi
    hydrotechnicy i technokraci, w tym urzędnicy Ministerstwa Ochrony Środowiska,
    forsują i lansują kolejne inwestycje.
    “Eksperci sądzą, że powódź jest wynikiem regulacji rzek, prostowania zakoli i
    betonowania brzegów. Wezbrana woda nie rozlewa się i nie wsiąka.”
    Teraz, gdy woda opada, rozpoczyna się szukanie przyczyn katastrofy. Zdaniem
    ekologów wina leży tylko po jednej stronie: to człowiek, nie natura, sprawił,
    że powódź przyjęła aż takie rozmiary.
    Koryta kanałów oraz nabrzeża rzek są skrupulatnie betonowane, łąki i doliny
    zamieniają się w dzielnice przemysłowe i osiedla. Woda nie ma się gdzie
    rozlewać jak dawniej, musi więc atakować miasta. Według niemieckich
    specjalistów, wybetonowane brzegi rzek nie były w stanie powstrzymać
    niszczycielskiej fali żywiołu.
    Maria Graczyk, “Bunt natury”,
    “Wprost” z 9.1.94, s. 28-29
    Zdaniem niemieckich specjalistów, wybetonowane brzegi rzek nie są w stanie
    powstrzymać niszczycielskiej fali. Każdego dnia w RFN betonuje się ok. 100
    hektarów nabrzeży. W “starych” landach Niemiec reguluje się wszelkie kanały,
    kanaliki, a także nadrzeczne łąki. Ekolodzy domagają się teraz rezygnacji z
    planów regulacji Łaby i Odry.
    “Krajobraz po powodziach”,
    “Życie Warszawy” z 28.12.93, s. 3
    Tylko w ostatnim dziesięcioleciu w zachodniej części Niemiec “wyprostowano” 25
    tys. kilometrów rzek, rzeczek i strumieni. Wycięto zakola. Dna utwardzono,
    najczęściej betonem. Szybkość wody zwiększyła się więcej niż dwukrotnie. Drobne
    dopływy zamieniły się w kanały, wielkie rzeki stały się torami wodnymi. Dno
    Renu na wysokości Bonn, Kolonii, Düsseldorfu przypomina jezdnię. Nie
    przepuszcza wody, nie gromadzi się na nim szlam, nie trzeba go pogłębiać. To
    już nie romantyczny ojczulek Ren, to szybki tor specjalny, pełen barek i
    statków. (…)
    W zamierzchłych czasach nie zapieczętowywano gruntów. To nowoczesne pojęcie
    wprowadzili do słownika ekologowie. Miało być przestrogą, ale nie przyniosło
    skutków praktycznych. Zapieczętować grunty – to znaczy zabetonować nadrzeczne
    łąki, wyciąć okoliczne lasy, odebrać ziemi jej naturalną zdolność wsysania wody
    jak gąbka.
    Woda wraca do rzek… Co kilka lat przychodzą katastrofalne powodzie, stale
    obniża się poziom wody gruntowej. Latem, gdy opady skąpe, w niejednym regionie
    ogłasza się alarm: wody brakuje! (…)
    Dziś sam federalny minister ochrony środowiska woła: tak dalej być nie może!
    Musimy odpieczętować naturę!
    Michał Jaranowski, “Mokra zemsta – Powodzie inne niż kiedyś”, “Polityka” z
    8.1.94, s. 19
    SZAŁ REGULACJI RZEK I POTOKÓW
    DROGĄ DO POWODZIOWYCH KATASTROF
    W grudniu’93 wystąpiły na terenie Europy Zach. katastrofalne powodzie wskutek
    wielkiego przyboru rzek, wywołanego obfitymi opadami. Najsilniej przybrał Ren i
    jego duże dopływy (Men, Necker, Mozela, Moza), a także Sekwana. Ucierpiały
    znaczne obszary w Niemczech, we Francji i w krajach Beneluxu. Telewizja
    przekazała obrazy zalanych miast niemieckich: Kolonii, Bonn, Koblencji oraz
    sięgającej przęseł mostów paryskich Sekwany. Są wielkie straty materialne, są
    też ofiary w ludziach.
    Skąpe jeszcze komentarze wskazują, że do tej najbardziej katastrofalnej powodzi
    na wskazanych obszarach przyczyniła się nadmierna ingerencja ludzka w
    środowisko, w postaci regulacji koryt rzecznych, ich wyrównywania i
    obetonowania, likwidacji zakoli i rozlewisk. Warto się nad tym głębiej
    zastanowić wobec pojawiających się sygnałów o istnieniu rodzimych entuzjastów
    podobnych zabiegów na naszych rzekach, które nie dość, że ekstremalnie
    zanieczyszczone, byłyby jeszcze zdolne zalewać nasze miasta toczonymi przez
    siebie ściekami. Warto też zawczasu uprzedzić opinię publiczną, jak to
    niektórym technokratom śni się totalna regulacja polskich rzek i obetonowanie
    górskich potoków, a dokonali oni dotąd na obu tych odcinkach już wiele zła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>