Widgetized Section

Go to Admin » Appearance » Widgets » and move Gabfire Widget: Social into that MastheadOverlay zone

“Chcieliśmy dla Polski żyć, a trzeba będzie dla niej umrzeć” – w Zamku Dzikowskim uczczono pamięć walczących o niepodległość

Styczeń 22, 2013 5:01 PM

Z okazji 150 rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego w Zamku Dzikowskim odbyła się uroczystość pamięci Juliusza Tarnowskiego i innych Tarnobrzeżan, którzy uczestniczyli w walkach o niepodległość.

Uroczystości poprzedziła msza święta w intencji uczestników Powstania Styczniowego. Po nabożeństwie zaprezentowano program artystyczny, podczas którego recytowano wiersze Władysława Tarnowskiego, Aurelego Urbańskiego i Ferdynanda Kurasia. Uroczystości uświetnił występ tenora Piotra Szpary. Goście mogli również podziwiać przygotowaną ekspozycję pamiątek z okresu Powstania Styczniowego.

*************************

Wieść o wybuchu powstania styczniowego dotarła do Juliusza Tarnowskiego w czasie jego pobytu we Włoszech; napisał stamtąd:
„Chcieliśmy dla Polski żyć, a trzeba będzie dla niej umrzeć.”

Bitwa pod Komorowem – z “Pamiętniki Włościanina” Jan Słomka

Równocześnie z hr. Juljuszem Tarnowskim poszli do powstania w 1863 r. z Tarnobrzega i okolicy: Jan Hladik stolarz, Ludwik Czerwiński stolarz, Stanisław Zderski kowal, Franciszek Uchański organista ciemny na oko, Aleksander Lechowski szewc, Paulin Salczyński murarz, czeladnik od bednarza Sierżęgi niewiadomego nazwiska — wszyscy z Tarnobrzega — nadto ks. Bartłomiej Hędrzak, kapelan zamkowy w Dzikowie, — ks. Stieber, przeor OO. Dominikanów w Tarnobrzegu, — Michał Kułak krewy i służący ks. Hędrzaka, — Leonard Swoboda, młynarz z Wrzaw, — Ferdynand Sztilger, strażnik graniczny z Radomyśla nad Sanem, — Jan Krasiński, syn dzierżawcy folwarku Orzechów, — Karol Obst, ekonom z Miechocina, —Miachał Radek, służący Juljusza Tarnowskiego.
Wiekiem między nimi wyróżniał się Hladik, pochodzący ze Staszówki, a mieszkający w Tarnobrzegu komornem z trojgiem dzieci. Miał przeszło 70 lat, ale był jeszcze rzeźki i zdrowy i odznaczał się niepospolitą siłą. Idąc do powstania, mówił żartem, że »pałą sobie z Moskalem poradzi«. Służył w wojsku austrjackiem w konnicy 24 lata. Inni byli przeważnie w wieku dwudziestu i dwudziestu paru lat, nieżonaci. Obst był wysłużonym podoficerem z wojska austrjackiego.
Wszystkich Tarnobrzeżan pociągnął do organizacji powstańczej ks. Hędrzak za pośrednictwem Uchańskiego i mniej więcej na tydzień przed wyjściem do powstania zaprzysiągł ich w klasztorze OO. Dominikanów. Wymarsz nastąpił 17 i 18 czerwca 1863; wychodzili z domu sekretnie, nie żegnając się z rodzinami.
Pierwszy punkt zborny przypadł im w Gawłuszowicach w powiecie mieleckim, gdzie na plebanji zebrało się razem około 30 zdążających do tego samego oddziału, przeważnie rękodzielników. Tu wypocząwszy, ruszyli wszyscy pod Szczucin nad Wisłą, gdzie miał być główny punkt zborny, i skąd mieli przeprawić się do Królestwa Polskiego. Szli nocą, żeby nie budzić czujności władz austrjackich.
Stanąwszy w sobotę 20 czerwca przed wschodem słońca nad Wisłą, zastali tam już wielu zgromadzonych, a inni jeszcze nadciągali. Wszyscy otrzymywali zaraz broń, mianowicie lekkie sztućce belgijskie z bagnetami i amunicję. Kto miał dobre ubranie, zostawał w swojem, — większa część jednak miała już lub otrzymała nad Wisłą niebieskie bluzki i konfederatki powstańcze. Koło 6 rano wszyscy byli już ustawieni w szeregi i gotowi do marszu, zaraz też zaczęłi przechodzić Wisłę w bród. Szeregowcy rozebrani do koszuli mieli ubrania i obuwie pozawieszane na szyi, ładownice z amunicją na bagnetach. Woda była po piersi, miejscami po pachy.
Po przejściu Wisły oddział szybko się uporządkował, odmówił pacierz i raźno ruszył z miejsca, a w marszu odbywały się ćwiczenia i pouczenia wojskowe. Nie było już jednak czasu, żeby należycie pouczyć takich, co po raz pierwszy mieli w rękach karabin, jak się z nim obchodzić; a niewyćwiczonych w broni było w oddziale sporo, między tarnobrzeżanami dwóch. Wkrótce miała zacząć się bitwa.
Zaraz w niewielkiej odległości od Wisły zbliżył się do maszerującego oddziału chłop w płótniance z ostrzeżeniem, że w pobliżu znajdują się Moskale przygotowani do bitwy. Ostrzeżenie okazało się prawdziwem, niedługo bowiem spostrzeżono Moskala, przebiegającego na koniu, a równocześnie padł strzał z szeregów powstańczych, dany przez jednego z chłopów, idących na przodzie. (Chłopi ci ubrani byli w płótniaki, jakie noszą w powiacie mieleckim; mieli po bochenku chleba, zawieszonym przez ramię na sznurku).
Oddział szedł dalej. Nie przebył mili, a już rozpoczęło się starcie z nieprzyjacielem przed wsią Komorowem. Powstańcy rozwinąwszy się w tyraljery, ostro posuwali się naprzód polami, a odpowiadając strzałami na salwy nieprzyjacielskie, spędzali Moskali z zajmowanych pozycji i wparli ich do Komorowa.
Tu wywiązała się dłuższa bitwa. Nieprzyjaciel ukryty w zabudowaniach komorowskich, słał gęste karabinowe salwy, siejące śmierć w szeregach powstańczych, które znajdowały się w otwartem polu, mając za zasłonę jedynie bujne zboża i drzewa polne, pojedynczo rosnące. Powstańcy odpowiadali przeciez niemilknącemi, chociaż nierównomiernemi strzałami. Z obu stron podnosiły się raz wraz okrzyki: »Hura, hura!«. Ażeby się nie wystawiać na strzały nieprzyjacielakie, powstańcy leżeli na ziemi, odwracając się przy nabijaniu broni (nabijanej jeszcze wówczas od przodu) na plecy. Mimo to kule moskiewskie, puszczane dołem, raziły mocno. Były wypadki, że ci z powstańców, którzy nie byli wyćwiczeni w strzelaniu, zakładali nabój odwrotnie, t. j., najpierw kulkę, a następnie proch, więc zagważdżali karabin, i w bitwie nie było z nich żadnego pożyku. Między powstańcami uwijał się ks. Hędrzak w sutannie, podziurawionej kulami, dysponując na śmierć konających i opiekując się rannymi, nadto zachęcając do boju słowami: »Dzieci, brońcie Wiary i Ojczyzny!«
Bój przewlekał się bez rezultatu; wkońcu nie było innego wyjścia, tylko z bagnetem w ręku uderzyć na nieprzyjaciela i wyprzeć go z zabudowań, zwłaszcza że lada chwila mogły mu nadciąnąć posiłki. Padła tedy komenda: »Na ochotnika, na bagnety!« i stanęło 20 ochotników, którzy tę komendę słyszeli, z Chościakiewiczem i jego adjutantem Juljuszem Tarnowskim na czele. W jednym momencie porwali się z miejsca i biegli pędem, z początku równo, jak wytrawni żołnierze. Gdy jednak do zbliżających się Moskale sypnęli gęstemi kulami, większa część się zachwiała — i zawróciła; tylko osiedmiu z bagnetem w ręku poszło dalej. Ci, dopadłszy stodoły, najwięcej obsadzonej przez nieprzyjaciela, wyparli go rozpaczliwem uderzeniem i usiłowali zapalić strzechę, ażeby zniszczyć wrogowi zasłonę. Moskale jednak opamiętali się i z poza węgłów dali ognia. Juljusz Tarnowski, ugodzony kulą w czoło, zginął na miejscu, polegli z nim i inni, i tylko jeden czy dwóch ocalało, jakby na to, żeby zaświadczyć o śmierci bohaterskiej towarzyszów.
Tak się skończyła pierwsza część bitwy, a chwila ta, gdy siedmiu bohaterskich ochotników uderzało z bagnetem w ręku na pozycję moskiewską, należy w całej tej bitwie do najświetniejszych, i byłoby ją niewątpliwie uwieńczyło zwycięstwo, gdyby w ataku wszyscy wytrwali.
Wnet potem sytuacja stała się groźniejszą, na tyłach bowiem ukazali się dragoni rosyjscy, i powstańcy znaleźli się w ogniu z dwóch stron. Ruszyli tedy z pod Komorowa, zamierzając przedrzeć się w głąb kraju, ale w ślad za nimi wyszła z zabudowań piechota rosyjska, poszli i dragoni. Marsz odbywał się wśród nieustannego odstrzeliwania się Moskalom, nacierającym z tyłu i z boku, dokuczał przytem niezmierny upał tak, że pot spływał po twarzach strumieniami.
Z początku oddział powstańczy posuwał się naprzód w porządku, po pewnym czasie jednak zaczął rozpraszać się i rozbijać na grupy; niektórzy pojedynczo się odrywali, myśląc jedynie o własnem ocaleniu; siła odporna oddziału słabła. Ustała wszelka komenda, każdy bił się na własną rękę.
Tymczasem natarczywość atakujących rosła, przybywały im bowiem w pomoc nowe roty i szwadrony7. Przypuszczali ataki jużto dragoni, jużto piechota, — powstańcy zaś formowali się naprędce w małe kupki, ażeby się nie dać rozbić konnicy, to rozsypywali się, ażeby mniej się wystawiać na cel piechocie. Padali Moskale, ale większe luki powstawały wśród powstańców, którzy byli atakowani ze wszystkich stron i znajdowali się ciągle w otwartem polu.
Jasnem się stało, że w takim położeniu wszyscy do wieczora wyginą, ale nikt się nie poddawał, każdy bronił się do ostatka, odstrzeliwując się na wszystkie strony, to piechocie, to konnicy. Udręczenie długą walką doprowadziło broniących się do despareckiej zaciętości, która odbierała odwagę nacierającym i zmuszała ich do ustępowania i trzymania się w pewnej odległości.
Koło 4-ej godziny pozostała z całego oddziału już tylko mała garstka, a resztki te broniły się bądź w drobnych kupkach, obróciwszy się plecami do siebie, i dając odpór na wszystkie strony, bądź pojedynczo. Na jednego broniącego się godziło już kilku i kilkunastu atakujących.
Jednocześnie wśród ogromnego upału dziennego ukazały się szeroko na horyzoncie groźne, czarne chmury, i zaczęła się straszna błyskawica i grzmoty. Zdawało się, że nadszedł sąd ostateczny. Wnet pociemniało i spadła ogromna nawałnica deszczowa, która rozerwała i rozpędziła walczących i położyła kres walce.
***

Z tych, co byli w tej bitwie z okolicy tarnobrzeskiej, zginęli wówczas prócz Juljusza Tarnowskiego: Jan Hladik, Franciszek Uchański, Aleksander Lechowski, Karol Obst i czeladnik od Sierżęgi.
Michał Kułak i Krasiński dostali się do niewoli, z której powrócili po trzech latach.
Ks. Hędrzak powrócił ranny w rękę9. Ludwik Czerwiński otrzymał ciężką ranę w głowę i miał posiekane w walce z dragonami obie ręce. Po bitwie wzięty był z pobojowiska przez jakichś dobrych ludzi i leczył się u nich; dopiero w jesieni niezupełnie jeszcze wyleczony wrócił do Tarnobrzega.
Stanisła Zderski, walcząc do ostatniej chwili i w grupie z innymi posuwając się ciągle w głąb kraju, uszedł z życiem dzięki gwałtownej ulewie i następnie wśród nawałnicy deszczowej zdążał sam ku Wiśle tą samą drogą, którą szedł przedtem oddział powstańczy. Napotykał wielu poległych, którzy miejscami wskutek ulewy leżeli zupełnie w wodzie. Zwłoki powstańców były przeważnie całkiem obdarte z ubrania, a nawet z bielizny, tylko Moskale mieli na sobie odzienie.
Koło godz. 11 w nocy przyszedł do Wisły. Miał jeszcze karabinek i ośm nabojów i stracił to wszystko dopiero, gdy Wisłę przechodził i, nie natrafiwszy na bród, ratował się przed utonięciem. Wydostawszy się na drugi brzeg, dostał silnej febry i leżał na brzegu do świtu, następni enadwiślem zdążył tegoż dnia, w niedzielę nad wieczorem, do Tarnobrzega. Chociaż od piątku nic nie jadł i odczuwał głód wielki, nie śmiał nigdzie po drodze prosić o posiłek, wstydząc się przegranej. Doszedłszy do domu, legł wyczerpany pod drzewem, i tu spotkała go matka. Ta całując syna, wśród wielkiego płaczu opowiadała, że, gdy się modliła tegoż dnia przezd cudownym obrazem Najśw. Marji Panny Dzikowskiej, miała przeczucie, iż powstańcy zostali rozbici, i trapił ją straszliwy niepoków o los najbliższych10. W ten sposób wrócili też z tej bitwy Salczyński i Swoboda, każdy z osobna, nie wiedząc jeden o drugi. Radek wrócił na koniu Juljusza Tarnowskiego.
Zwłoki hr. Juljusza Tarnowskiego, wyszukane między poległymi przez brata Jana (późniejszgeo marszałka krajowego), przewiezione zostały w zimie potajemnie do Dzikowa przez Jerzego Barkę, koniuszego zamkowego, i złożone w grobach rodzinnych hrabiów Tarnowskich w podziemiach kościoła OO. Dominikanów.
Przy wielkim ołtarzu w tymże kościele znajduje się pomnik jego z następującemi napisami:
„I wzmogła się bitwa, aż zapadło słońce, i poległ dnia onego. Mach. Ks. I. r. X.
JULJUSZ TARNOWSKI *26 Grud. 1840 †20 Czerw. 1863
…a jeżeli się przybliżył nasz czas, umrzyjmy mężnie, a nie czyńmy zelżywości sławie naszej. Machab. Ks. I. r. IX.
Młodzieńcom mężny przykład zostawię, jeżeli ochotnem sercem a mężnie za najpoważniejsze i najświętsze prawa poczciwą śmierć podejmę. Mach. Ks. II. r. VI.
…bo lepiej nam zginąc na wojnie, niżeli patrzeć na niedolę narodu naszego. Mach. ks. II. r. III.
Lecz ja duszę i ciało moje dawam za prawa ojczyste, wzywając Noga, aby co rychlej narodowi naszmu miłościwym był. Ks. II. r. VII.”

źródło: UM Tarnobrzeg,” Pamiętniki Włościanina” Jan Słomka
foto: Dariusz Bajor

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>