Mieszkańcy Tarnobrzega od 1 marca zapłacą o 5 zł więcej za odbiór odpadów. Choć matematyka urzędu wskazuje na konieczność zbilansowania systemu, ostatnia sesja Rady Miasta pokazała, że za suchymi liczbami kryje się ostry spór o monopol jednej firmy, brak kontroli nad tonażem i brak systemowych zmian. Emocjonalną debatę przerwano nagłym wnioskiem formalnym.
W uzasadnieniu projektu uchwały magistrat przedstawił twarde dane: w 2025 roku miasto wydało na śmieci ponad 14,17 mln zł. Przy obecnych stawkach wpływy w 2026 roku wyniosłyby zaledwie 12,52 mln zł.
Radna Anna Pekár argumentowała konieczność podwyżki wprost:
– Już wiemy, że na podstawie analiz z poprzedniego roku pieniędzy w portfelu miasta brakło we wrześniu i musieliśmy dokładać milion siedemset tysięcy. To nie jest opłata, by stworzyć sobie zapas, to dokładnie obliczone kwoty, które pozwalają pokryć koszty odbioru. To jak rachunek w sklepie – zabieram towar i muszę zapłacić.
Radni: Dlaczego płacimy więcej niż wynika z przetargu?
Kluczowym punktem sporu była różnica między kwotą z przetargu (ok. 11,9 mln zł) a planowanymi wpływami od mieszkańców (ponad 14 mln zł). Radny Robert Niedbałowski nie krył wątpliwości co do momentu wprowadzenia podwyżki:
– Dlaczego uchwała przewiduje nadwyżkę w wysokości około dwóch milionów złotych? To znaczy, że od mieszkańców weźmiemy znacznie więcej, niż wynosi umowa z firmą FCC. Taką samą uchwałę można było podjąć rok temu i tych dopłat z budżetu by nie było. Czy nie mamy tu do czynienia z działaniem o charakterze wizerunkowym? – pytał radny, sugerując, że odwlekanie niepopularnej decyzji mogło mieć podłoże polityczne.
Z kolei radny Damian Szwagierczak punktował brak realnej debaty o usprawnieniu gospodarki odpadami:
– Przez półtora roku nie było żadnej inicjatywy, aby cokolwiek w polityce śmieciowej zmienić. Od października prosiłem o spotkanie z ekspertami, byśmy jako radni mieli szeroką wiedzę. Zostało to zlekceważone. Dziś jedynym rozwiązaniem jest obciążenie mieszkańców dodatkową kwotą.
Wiceprezydent Kalinka o „dyktacie monopolisty” i nagłych wzrostach
Na te zarzuty obszernie odpowiadał wiceprezydent Kamil Kalinka. Tłumaczył on, że system to nie tylko przetarg, a miasto musi bazować na realnych danych, by nie narażać się na kary. Odniósł się też bezpośrednio do „puchnących” tonaży, które zaskoczyły urząd:
– Nie możemy szacować ilości odpadów „z sufitu”. Gdybyśmy zadeklarowali firmie odbiór 16 tysięcy ton, a oddali 11 tysięcy, firma natychmiast zażądałaby dopłat za niewykorzystany strumień. Musimy bazować na danych zmierzalnych – wyjaśniał Kalinka.
Wiceprezydent wskazał na konkretne anomalie, które wygenerowały dziurę w budżecie:
– Pojawiły się dwie zmienne nie do przewidzenia. Pierwsza to odpady wielkogabarytowe. Mieliśmy pecha jako miasto, bo mieszkańcy wyrzucili ich w tym roku zdecydowanie więcej. Różnica w cenie i tonażu sprawiła, że zapłaciliśmy za nie o milion sto tysięcy złotych więcej, niż planowaliśmy. Druga sprawa to opakowania wielomateriałowe. Nagle pojawiło się 444 tony tego odpadu, którego wcześniej w mieście prawie nie było. Przez to dopłaciliśmy kolejne 700 tysięcy złotych.
Kalinka ostrzegł również przed nadchodzącą „wiosną ludów tekstylną”, która może stać się kolejnym finansowym obciążeniem:
– Słyszymy, że w tym roku ma być moda na sprzątanie wszystkich szaf i strychów. Czy jak wejdzie mobilny PSZOK, to będziemy mieć w mieście armagedon tekstylny? Musimy to obserwować i każdą fakturę analizować. Jeśli te tonaże gwałtownie wzrosną, automatycznie będziemy mieć zwiększone koszty, bo za każdy kilometr i każdą tonę tekstyliów miasto musi zapłacić wykonawcy. Nie damy się oszukiwać.
Wiceprezydent wprost nazwał sytuację rynkową w Tarnobrzegu monopolem:
– Mamy do czynienia z monopolistą i to jest delikatne słowo. Jak to możliwe, że koszt zagospodarowania opakowań wielomateriałowych skoczył nagle o 140 procent, by w kolejnym roku radykalnie spaść? To nie błąd wydziału, my nie możemy przewidzieć takich anomalii, a firma, która składa ofertę, wie o nich od początku.
Spalarnia i biogazownia – tematy zamknięte?
W dyskusji powrócił wątek własnej infrastruktury, ale władze miasta ostudziły zapał opozycji. Wiceprezydent podkreślił, że biogazownia przy 12-procentowej frakcji „bio” w mieście jest inwestycyjnie nieopłacalna, a temat spalarni odrzucili sami mieszkańcy.
Debata przerwana wnioskiem formalnym
Dyskusję przerwał wniosek formalny o zamknięcie debaty i przejście do głosowania, złożony przez radnego Jana Nowaka. Wniosek przyjęto głosami 13:6, przy jednym wstrzymującym się.
Ostatecznie uchwała została przyjęta stosunkiem głosów 13 do 7.
ZA: Marian Cąpała, Piotr Gospodarczyk, Bożena Kapuściak, Jan Nowak, Sławomir Partyka, Anna Pekár, Beata Pięta, Robert Popek, Anna Sitnik, Aneta Surowiec, Waldemar Szwedo, Adrian Turek, Wacław Golik.
PRZECIW: Norbert Mastalerz, Robert Niedbałowski, Adam Rębisz, Waldemar Stępak, Damian Szwagierczak, Mariusz Turbacz, Wacław Golik.
Dla mieszkańców domów jednorodzinnych ulga za kompostownik wzrośnie do 4,50 zł, co oznacza realną opłatę 32,50 zł. Nowe stawki zaczną obowiązywać 1 marca 2026 r.



Nikt nie odrzucił spalarni. Referendum było przeciw spalarni, z niewielką frekwencją. Spalarnia jest konieczna!!!
Nie zapominaj o uchwałę RM której decyzja pozamiatała temat spalarni
A Pan radny Golik jest za , a nawet przeciw….
Spalarnie nie odrzucili mieszkańcy dlaczego manipuluje się prawda, to mieszkańcy nie poszli na referendum, żeby spalarnia powstała. Tarnobrzeski PIS robi to co mu każą w Stalowej woli jest to na szkodę miasta Tarnobrzeg i mieszkańców. Mam nadzieję, że historia was rozliczy już w najbliższych wyborach bo tak nie można robić.
Lepiej nich zarabiają Polacy a nie Austriacy.
Tarnobrzeg miałby podatek a mieszkańcy tańsze śmieci mi to wystarcza, wolę tak nie żeby plawo nas skórowła. Pokazali juz jak świnia wyglada.