Od 1 marca za śmieci w Tarnobrzegu płacimy więcej – 37 zł od osoby. Razem z podwyżką przyszły zapowiedzi kontroli, ale jak się okazuje, nie obejmą one każdego mieszkańca. Miasto chce wyłapać te osoby, które faktycznie tu mieszkają, ale nie figurują w systemie. Urzędnicy mają już listę narzędzi, którymi chcą sprawdzić rzetelność danych, choć sami przyznają, że nie wiedzą, jaki będzie tego ostateczny efekt.
Naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej, Łukasz Maciąg, wyraźnie zaznacza, że miasto nie ma prawa do masowego, automatycznego porównywania wszystkich deklaracji z innymi bazami danych w sposób „hurtowy”. Zamiast sprawdzania każdego mieszkańca z osobna, urząd będzie prowadzić jedynie indywidualne postępowania tam, gdzie dane wydają się niewiarygodne.
Jak mówi naczelnik: „Organ administracji (…) nie jest uprawniony do dokonywania weryfikacji deklaracji poprzez ich zbiorcze zestawianie czy porównywanie baz danych w ujęciu globalnym”.
Oznacza to, że rzetelnie rozliczający się mieszkańcy nie muszą obawiać się masowych kontroli – pod lupę trafią jedynie te nieruchomości, w których liczba osób w deklaracji budzi uzasadnione wątpliwości.
Jak miasto zamierza wytypować te „podejrzane” adresy? Typowanie będzie się odbywać na podstawie analizy danych, którymi gmina już dysponuje, a także zgłoszeń wpływających do urzędu.
Głównym narzędziem weryfikacji mają być rachunki za wodę. Jeśli z kranu płynie jej tyle, że starczyłoby dla wieloosobowej rodziny, a w papierach widnieje tylko jedna osoba, właściciel musi liczyć się z kłopotami.
Naczelnik Maciąg wyjaśnia, że urząd może żądać dokumentów o zużyciu wody, „jeżeli mają one znaczenie dla ustalenia liczby osób faktycznie zamieszkujących daną nieruchomość”.
Co więcej, urzędnicy mogą zapukać bezpośrednio do drzwi, i to w asyście Straży Miejskiej. Takie kontrole mają potwierdzić, kto naprawdę zajmuje lokal, a wszystko zostanie spisane w oficjalnym protokole.
Mimo tych zapowiedzi, w urzędzie panuje spora dawka realizmu. Miasto nie wyznaczyło sobie żadnego progu, ilu ludzi chce „odłowić” do systemu. Wygląda na to, że cała akcja ma głównie skłonić mieszkańców do rzetelności.
Łukasz Maciąg przyznaje wprost: „Procedura nie zakłada osiągnięcia z góry określonego poziomu »odzyskania« osób do systemu, lecz ma charakter weryfikacyjny i porządkujący”. Marcowe pisma z nową stawką mają być więc sygnałem: warto sprawdzić swoje dane teraz, bo w przypadku wykrycia nieprawidłowości urząd może naliczyć zaległe opłaty nawet do pięciu lat wstecz.
Osobny nadzór dotyczy 5 768 osób, które płacą mniej (32,50 zł) dzięki deklaracji posiadania kompostownika. Tutaj weryfikacja prowadzona jest na bieżąco i ma charakter ciągły. Pracownicy urzędu sprawdzają, czy zniżka nie jest pobierana bezzasadnie.
Jak tłumaczy naczelnik: „Czynności te polegają w szczególności na potwierdzeniu faktycznego posiadania przydomowego kompostownika oraz weryfikacji możliwości przetwarzania w nim bioodpadów”.
Jeśli podczas kontroli okaże się, że kompostownika nie ma, właściciela czekają kłopoty.


