W sobotę, 7 marca, czterdziestu morsów z południowej i wschodniej Polski pokonało wpław Wisłę w Sandomierzu. Choć słońce i 9 stopni ciepła zwiastowały wiosnę, woda miała zaledwie 2–3 stopnie. Imprezę udało się zorganizować dopiero za trzecim podejściem – wcześniej na przeszkodzie stawała płynąca kra i lód.
Uczestnicy z Rzeszowa, Starachowic, Krosna czy Tarnobrzega zostali przewiezieni motorówkami na drugi brzeg, skąd musieli przepłynąć około 400 metrów w poprzek nurtu.
– Wisła jest wymagająca, nurt był dosyć bystry. Krótko i intensywnie, około 4–5 minut – relacjonował Aleksander ze starachowickiego klubu Wektor.
Pytana o korzyści z takiej kąpieli, Magda z Jadach odpowiedziała z przymrużeniem oka: Fantastycznie, idealna woda. Przede wszystkim nie muszę się później dzisiaj już myć”.
Z kolei dla debiutantów, jak Paweł z Tarnobrzega, najtrudniejsze okazało się starcie z prądem rzeki.
– Kondycyjnie słabo, trzeba nieźle nogami odbijać. Najtrudniej było wyjść, bo nogi odmówiły posłuszeństwa, ale jakoś nie musiałem na czworaka wychodzić – przyznał po dopłynięciu do Bulwaru Piłsudskiego.
Nad bezpieczeństwem czuwała Grupa Ratownictwa Wodnego oraz PCK Sandomierz. Dyrektor MOSiR, Jerzy Żyła, podkreślał, że mimo wiosennej aury priorytetem była kontrola stanu wody.
– Do trzech razy sztuka. Cały czas sprawdzaliśmy, czy nie ma kry. Bezpieczeństwo jest najważniejsze, bo wtedy się dobrze bawimy, jak jesteśmy bezpieczni – mówił dyrektor, który sam siebie określa jako osobę wybitnie „ciepłolubną”.
Na mecie na każdego czekał pamiątkowy medal oraz gorący posiłek: gulasz, herbata i tradycyjny pieczony ziemniak z kiełbaską. Kolejna, dziesiąta już edycja przeprawy, planowana jest za rok.
Video niebawem, zapraszamy
foto: Piotr Morawski



Nie musi się myć? Serio? Która to takie mądrości wygaduje? Wisła to niezbyt jest czysta.
Kto zatrudnił tego fotografa, żeby takie kiepskiej jakosci zdjęcia pokazywać.?!