Widgetized Section

Go to Admin » Appearance » Widgets » and move Gabfire Widget: Social into that MastheadOverlay zone

Zespoły Impervious oraz Daemon’s Heart zagrały w tarnobrzeskim “Bluesie” (fotoreportaż oraz video HD)

Styczeń 22, 2012 9:00 PM
Koncert tarnobrzeskiej kapeli Impervious oraz stalowowolskiego zespołu Daemon’s Heart odbył się w piątek 20 stycznia w tarnobrzeskim pubie Blues&Rock. Obie ekipy zafundowały fanom mocnego brzmienia efektowne i soczyste sety z diabelskimi korzeniami.

Tarnobrzeg, piątkowy wieczór, 20 stycznia 2012. Umiarkowanie mroźno na zewnątrz, a w okolicach pubu Blues’n'Rock spora gromada ludzi oczekujących na dzisiejszy występ dwóch kapel: stalowowolskiego Daemon’s Heart, oraz tarnobrzeskiego Impervious.

Staż muzyczny tej pierwszej nieco większy, średnia wieku również, ale to grupie Daemon’s Heart przyszło zainicjować dzisiejsze show i otworzyć “bramy piekła”. Dlaczego? – dzisiejsza sytuacja młodych kapel, które chcą pokazać się na żywo ze swoją muzyką nie jest zbyt dobra. Często koncerty te odbywają się w całkowicie nieprzystosowanych do tego miejscach (ciasnota, brak choćby kawałka miejsca na rozłożenie i przygotowanie sprzętu, odpowiedniego nagłośnienia i elementów oprawy scenicznej – mam tu na myśli zarówno scenę jako taką, jak i odpowiednie światła). Ekipy grają więc gdzie się da, czasem jest to prawdziwa “partyzantka”, czasem się dopłaca do tego interesu, czasem wychodzi się na zero.

Kto gra pierwszy a kto następny, często zależy od umowy między kapelami – komu uda się załatwić jakiś koncert i zaprasza zaprzyjaźnioną kapelę, ten zwykle dyktuje warunki. Takie mamy niestety dziś realia, a na domiar złego publiczność raczej nie garnie się do uczestnictwa w tego typu imprezach. Mamy dziś komputery, internet, telefony komórkowe, portale społecznościowe – wyjście z domu na koncert to już czasami niesamowity wysiłek. Trzeba dodać, że muzycznych imprez w regionie odbywa się naprawdę sporo – Closterkeller, Frontside, Reggae Andrzejki, Stos i Ceti, za chwilę Mech – może ludziom trochę się już przejadło?

Co do koncertu w Blues’n'Rock, to odbywające się tam imprezy za przysłowiowe “free” traktuję z dość mieszanymi uczuciami. Niby sztuka za darmo, niby przyciągnąć ma to większą liczbę osób, ale… wychodzi chyba trochę na opak. Jest są za darmo, ale ich poziom jest drastycznie słaby.

Już samo nazywanie tych imprez “koncertami” jest trochę na wyrost. Wolałbym chyba osobiście zapłacić te 5 – 10 – 15 zł za wjazd i obejrzeć sztukę w nieco lepszych warunkach. Ale to tylko moje zdanie. Choć może w tym tkwi przyczyna tak niskiej frekwencji? Trudno powiedzieć.

NA POCZĄTEK DAEMON’ S HEART

Około godziny 20:00 wychodzi na “scenę” Daemon’s Heart. Zespół po małych zmianach personalnych, poczęstował zgromadzoną w pubie publikę sporą dawką mocnego i klimatycznego metalu. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że Daemon’s Heart bardzo dobrze zabrzmiał w tych warunkach – bo akustykę Blues’n'Rock ma w zasadzie żadną.

Spora w tym zasługa dobrego sprzętu, choć, chyba trochę za mocno rozkręconego, co po jakimś czasie zaczęło męczyć. Skutkowało to również i tym, że frontman i gitarzysta Jacek “Dragosani”, dysponujący poniekąd świetnym wokalem o ciekawej barwie, był słyszalny po prostu… beznadziejnie. Dwie kolumienki na przodach, z wpiętymi w mikserek dwoma mikrofonami, stopą i klawiszami – po prostu nie dawały sobie rady, a wokal brzmiał czasami po prostu nieznośnie. Gdyby całość udało się ustawić nieco ciszej, przyswajalność byłaby o niebo lepsza, ale i tak było O.K…. jak na te warunki.

Oglądałem Daemon’s Heart już kilka razy na żywo i muszę przyznać, że chłopaki mają wielkie serce do grania. Technicznie – świetni muzycy – na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza mocno i z polotem grający perkusista, oraz obydwaj gitarzyści, brzmieniowo – równie dobrze (z jednym małym minusem o którym napisałem wcześniej) – mięsiście, ciężko, z nieprzekombinowanymi kawałkami, z wprowadzającymi mroczny, specyficzny klimat klawiszami. Pierwszy numer – i od samego początku niezła jazda w klimatach symfoniczny death/black metal.

Po pierwszym numerze mała awaria – Jacy wypina się wiosło, i spada na podłogę. Na szczęście nic poważniejszego się nie staje, wiosło wytrzymuje ostre zetknięcie z glebą, wymaga jednak kontroli i poprawy stroju, co zajmuje parę minut. Po opanowaniu sytuacji sypią się kolejne utwory, muzycy Daemon’s Heart częstują zgromadzoną publiczność kolejną dawką mocnego, klimatycznego, świetnie zagranego metalu z pogranicza black / death / gothic. I pierwszy cover – numer brytyjskiego Cradle of Filth, świetnie pasujący klimatem do muzyki Daemon’s Heart. Poźniej następne numery, ciągle utrzymane w tej samej konwencji. I około 21:00 koniec – trzeba ustąpić miejsca na “scenie” kolejnej kapeli.

WYBUCHOWA MIESZANKA

Muzyka Daemon’s Heart, jest, nie ukrywam, trochę trudna do zaszufladkowania – są tutaj numery i szybkie, i wolne, świetne, melodyjne solówki, czasami połamane tempa, sprawna sekcja rytmiczna, wprowadzający świetny, mroczny i niepokojący klimat klawisz, mocny wokal Jacka – co wszystko razem trochę przypomina atmosferą stary Dimmu Borgir i Cradle of Filth, surowością wczesny Rotting Christ, klimatem – stary Therion… dość powiedzieć, że słucha się tego rewelacyjnie, muzyka Daemon’s Heart na pewno nie nuży, i nie nudzi.

Miałem tylko wrażenie, że granie w takim miejscu jak ciasny Blues’n'Rock trochę chłopaków ograniczało – ich występ na pewno zyskałby na większej scenie, z lepszym nagłośnieniem, z maszyną do dymów i odpowiednim oświetleniem – tutaj Daemon’s Heart poczułby się na pewno w swoim żywiole, w pełni rozwinąłby skrzydła. Tego należy im więc życzyć przy następnych koncertach.

CZAS NA GOSPODARZY

Następną po Daemon’s Heart tego wieczoru kapelą był tarnobrzeski Impervious. Trochę zbyt długa, ok. 30 min. przerwa techniczna między obiema zespołami wystarczyła by atmosfera w klubie zdążyła nieco ostygnąć. Ale – sytuacja w końcu opanowana, wiosła podłączone, bębny rozłożone, wokale ustawione… no to jazda!

Już po ubiorach, makijażach i charakteryzacji wydać było (jeśli ktoś nie kojarzył Impervious wcześniej) czego można będzie się spodziewać. Klimaty starego Slayer, Vader i Behemoth w szybkich – i bardzo szybkich tempach wystrzeliły z całego arsenału, jakim tego wieczora Impervious dysponował – wioseł Azazela i Pazuzu, basu Zygi i bębnów Vlada, oraz gardeł obydwu braci – Pazuzu, czyli Kamila, na głównym, i wspierającego go miejscami Azazela, czyli Janka.

Widać było, że chłopaki z Impervious bardzo chcieli sprostać roli gospodarzy i headlinera tego koncertu. Nie żałowali ani strun, ani naciągów, ani gardeł. Zaczęli mocno i szybko – ale już w pierwszym numerze coś nie zaskoczyło, pojawiły się pierwsze problemy techniczne, więc… zaczęli jeszcze raz. Podczas całego niemal koncertu widać było po Impervious niesamowite zaangażowanie, wiarę w to, co chcą przekazać, oraz fantastyczną, młodzieńczą dzikość i bezkompromisowość.

Sypały się kolejne utwory, utrzymane dokładnie w tej samej konwencji, co wcześniej. Szybkie – i bardzo szybkie tempa bębnów, “szesnastki” czesane na wiosłach, head – banging, surowe, charczące wokale i piekielna charakteryzacja – dało w sumie dobry występ od strony tego show, przynajmniej w założeniu – Impervious wiedział dokładnie co chce osiągnąć tego wieczoru – miał na to pomysł i starał się go maksymalnie zrealizować. To dobrze, bo chłopaki przynajmniej wiedzą, czego chcą, a serce, ambicje i chęci do grania mają wielkie.

WPADKI I WYPADKI

Niestety, więcej dobrego na obecną chwilę o Impervious powiedzieć się nie da. Długo się zastanawiałem, jaką strategię przyjąć pisząc tą relację – czy potraktować chłopaków ulgowo, ze względu na młody wiek, i na to, że to moi koledzy? Czy raczej starać się pisać tak, jak moim zdaniem było, obiektywnie, ale szczerze? Przyjąłem tą drugą wersję, bo stwierdziłem, że relacja powinna być jednak jak najbardziej obiektywna, poza tym zrobiłbym chłopakom krzywdę, gdybym napisał o nich w samych superlatywach… aż tak dobrze nie było, a od zdolnych wymaga się więcej :)

Kiepski kontakt z publiką – wiele osób wtedy nie było, ale na tym polu Daemon’s Heart wypadł dużo lepiej – widać było, że “Dragosani” Jacek pod tym względem dużo lepiej ogarniał temat, natomiast wokaliści Impervious raczej słabo sobie z tym radzili, wydawali się wręcz jacyś tacy spięci, skrępowani.

Sam początek występu – problemy techniczne – wiadomo, to każdemu może się zdarzyć, ale słowa skierowane do publiki “zaczynamy jeszcze raz” – Panowie, litości… Po co? Po kilku numerach wysiada fragmentami wiosło Azazela, potem wysiada na dobre. Gitarzysta zdejmuje i odkłada wiosło, kapela jedzie dalej. Czy tak miało być? Na tego typu rzeczy nie ma złotego środka, ale i tutaj należy być przygotowanym. Tym bardziej, że problemem okazuje się tylko uszkodzony przewód wiosło – head… co generuje kolejne, przynajmniej kilka minut przestoju, w trakcie którego publika idzie na papierosa. Uciekają cenne minuty, bo atmosfera stygnie – co udało się wypracować do tej pory przez kilka utworów, teraz trzeba będzie nadrabiać.

Cała kapela na szczęście nie szczędzi sił, by sprostać swojemu zadaniu i roli – wspominałem, jak wielkie zacięcie i serce mają do grania? To było widać, ale niestety widać też było wszelkie niedostatki umiejętności technicznych – rozjeżdżające się tempa bębnów i gitar, od połowy koncertu mocno rozstrojone wiosła (takie rzeczy koryguje się natychmiast, ewentualnie między numerami!), wypadające z temp i poza skalę solówki, brak obycia ze “sceną”… Czasem miałem wrażenie, że muzycy Impervious nie całkiem panują nad swoimi instrumentami, a sytuacja zbyt często wymyka im się spod kontroli.

Podsumowując cały występ Impervious, wszystkie za i przeciw, okazuje się jednak, że wyszło na plus. Gdyby nie pewne wpadki techniczne (nauczka na przyszłość!), nieco lepszy indywidualny warsztat muzyków (kwestia wprawy i ćwiczeń, sprawa do ogarnięcia!), wzajemne zgranie (godziny spędzone na próbach) oraz większa swoboda (obycie ze sceną) – byłoby super.

Celowo nie wspominam o brzmieniu i akustyce, bo w tych warunkach ciężko zrobić coś sensownego – z tym problem miał nie tylko Impervious, lecz i wcześniej wspomniany Daemon’s Heart.

Gdyby nie te wszystkie niedociągnięcia, zobaczylibyśmy na żywo wściekłą, mroczną, na maksa zaangażowaną, ambitną ekipę z dobrym pomysłem i wizją na swoją działalność. Z wielkim sercem, i zacięciem do grania. Prezentującą dziki, wściekły, surowy i bezkompromisowy death / black metal. Próbującą zarazić zgromadzoną publiczność swoją młodzieńczą werwą i energią. Czerpiącą prawdziwą satysfakcję z tego, co jest tu, i teraz. Bo to wszystko jest jednak ważniejsze, niż parę technicznych pomyłek i niedociągnięć. Bo technikę i warsztat zawsze można podszkolić, a serce i zacięcie do młócenia albo się ma, albo nie. Oni to mają. I przez to czuję, że mogą jeszcze u nas (i nie tylko u nas!) sporo namieszać… czego szczerze im życzę. Powodzenia, Impervious!

tekst: MAŁY

foto&video: Piotr Morawski

27 Responses to Zespoły Impervious oraz Daemon’s Heart zagrały w tarnobrzeskim “Bluesie” (fotoreportaż oraz video HD)

  1. Devil Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 00:07

    Dobre to to. Tarnobrzeska młoda krew radzi sobie. Pozdrowienia z piekła.

  2. Mefisto Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 08:57

    Revelation!
    Tarnobrzeski BLUES to najlepsza sala koncertowa w Europie.
    Można tu przeżyć koncert i poznać ciekawych ludzi.

  3. Kaśka Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 10:04

    Zdjęcie nr 21! Mina Małego mówi sama za siebie :)

  4. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 10:53

    Mina Małego jest bezcenna tak jak i jego pomoc w trakcie koncertu AVE MAŁY!!

  5. Pazuzu Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 11:55

    Szkoda, że niepotrzebne wpadki techniczne są na filmiku bo mogło by być więcej muzyki ; ) ale no cóż tak było ; )
    Czekamy na relacje tekstową z koncertu
    Stay Evil

  6. Czartoryska Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 12:01

    Całkiem niezłe diabły ;) Zwłaszcza perkusista Daemon’s Heart! Pzdr! \,,/

  7. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 13:56

    diabły to chyba jednak prędzej u nas ale Daemon’s Heart jak najbardziej sobie radzą

  8. Kaśka Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 14:13

    Perkusista Impervious też sobie nieźle radził :D

  9. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 14:20

    hehehe oj tam blaśćik tu blaścik tam ale nie przesadzajmy

    • Metal Odpowiedz

      26 stycznia 2012 at 23:43

      Oj nie przesadzajmy z tą skromnością-tu blaścik, tam blaścik, tu przecinaczek, tam przecinaczek, tu młyneczek, tam młyneczek itd. Zgadzam się z tym, co napisał Time. Grasz bardzo nierówno, blasty pływają, a o stopach to już lepiej nie mówić. Jedyne co mogę Ci doradzić to ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć .

  10. Koko Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 18:30

    kto ma namiary na ta przepiekna niewiaste z filmiku 7:14 ??
    jakim aparatem robione zdjecia i filmy??

    • Piotrek Odpowiedz

      23 stycznia 2012 at 19:32

      Canonem 60D, tym się bardzo nie sugeruj gdyż obiektyw założony jest prawie dwa razy droższy od aparatu :)

  11. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 18:59

    Jeśli chodzi o tą blondyne to laska naszego basisty więc z nim zagadaj hihi

  12. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 23:08

    Bardzo rzetelna i prawdziwa recenzja tego wydarzenia podoba mi sie

  13. Zyga Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 23:27

    Nawet o tym nie myśl “Koko”

  14. Vlad Impervious Odpowiedz

    23 stycznia 2012 at 23:30

    No widzisz Koko masz już odpowiedź

  15. kora Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 00:01

    Oj autorze tekstu, może trochę za ostro? chłopaki z imperviusa robią dobrą robotę a że są na początku drogi, to trzeba im pewne rzeczy wybaczyć

  16. Piotrek Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 00:13

    Ufff przeczytałem do końca. Konstruktywna krytyka jak najbardziej wskazana. Po kilku pifkach akustyka w Blusie jest trochę lepsza :)

  17. Pazuzu Impervious Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 00:21

    Hm czy za ostro ? nie powiedziałbym ( dzięki za obronę (; ). Krytyka jest jak najbardziej konstruktywna no i wiemy jak było, więc trzeba ciśnąć jeszcze mocniej i więcej ; ) ćwiczyć i uczyć się na błędach żeby ich więcej nie popełniać
    Dzięki za sporo informacji bo są bardzo przydatne ; )
    Pozdrowienia dla Małego z COT ; )

    P.S.
    Dzięki wszystkim za przybycie na koncert i zapraszamy ( najprawdopodobniej ) 13 lutego – niestety poniedziałek do Lapidarium

  18. Malyboss Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 02:11

    Pazuzu – dzięx za pozdrowienia, oczywiście odwzajemniam… Cieszę się, że wzięliście te parę słów krytyki na klatę, musiałem być przeca obiektywny… :) Gracie kolejną sztukę w poniedziałek 13-go lutego w Lapidarium? Super, prawdopodobnie się pojawię… i być może nawet coś z tego napiszę, więc nie odpuszczajcie, heheheh :D Pozdrowienia dla reszty załogi !!
    Kora – czy nie za ostro? Chyba nie. Oczywiście, że Impervious robią dobrą robotę, ale jeśli ma coś z tego być, to trzeba pisać rzetelnie i starać się to robić w miarę obiektywnie. To że chłopaki mają duży potencjał, nie ulega wątpliwości – ale nic z tego nie będzie, jeśli każdy będzie ich tylko głaskał, bo nie w tym rzecz :) I to właśnie dlatego, że jak piszesz, są “na początku drogi”…

    • Vlad Impervious Odpowiedz

      24 stycznia 2012 at 15:27

      Malyboss-Hej mistrzu,ja z twoją relacją zgadzam sie w 95% i bardzo mi sie ona podoba lepiej wypominać błedy i potem ich unikać w końcu uczymy sie na błędach niestety albo i stety w każdym razie tak już jest dzięki za wyczerpującą relacje AVE!

  19. time Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 14:19

    impervious podstawowe bledy.Bebny strasznie plywaly pewnie obce ci pojecie metronomu? i gitary rozstrojone panowie trzeba tego pilnowac bo ludzie to slysza fajnie ze jest szybko glosno i mocno ale co z tego jak wszystko sie rozjezdza a co do dimonow to widac ze swiezo najety klawiszowiec lecial bokami bylo pare potkniec ale to bardzo malych i postawa (weselnika) gitarzysty ktory stal na basista hehe. wiecej czaaadu!!

    • Kaśka Odpowiedz

      25 stycznia 2012 at 08:17

      Może już skończmy z tym wytykaniem błędów. Mnie tam się podobało :) Chyba dlatego że nie jestem jakimś wybitnym znawcą muzyki (szeroko pojętej) i dlatego że nie przyszłam na koncert z metronomem w mózgu! Dla mnie liczy się charyzma, serce do grania, show, dobra zabawa!!! No a tego w klimatycznym starym dobrym blusie nie zabrakło :)

  20. Vlad Impervious Odpowiedz

    24 stycznia 2012 at 15:25

    time- nie obcy mi metronom i ciągle z nim gram ale na scenie go nie mam ale jak jest adrenalina a jest zawsze zawsze gra sie szybciej,moze w przyszłości bede grał z pikawą na scenie ale jak narazie nie wiec póki bedzie bez metronomu to jasne że bedzie raz szybciej raz wolniej tego typu pomyłek jestem jak najbardziej świadomy, a poza tym musi być powiedzmy na 80% równo na scenie i bedzie ok jak narazie jest powiedzmy na 70% no ale to moje zdanie w każdym razie nie uważam sie za żadnego mistrza perkusji io brakuje mi baaaaardzo dużo żebvy nazwać się dobrym ale pracuje nad sobą a to najważniejsze pozdrawiam

  21. To nie był mój pierwszy koncert w Bluesie (niegdyś zaglądałem tam z Kanalią). Akustyka akustyką, ciasnota ciasnotą, ale grunt, że zawsze jest tam miło i sympatycznie.

    “na wyróżnienie zasługuje zwłaszcza mocno i z polotem grający perkusista” – uwielbiam ten fragment :D

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>