To był mecz pełen zwrotów akcji, wielkich emocji i katastrofalnych błędów w samej końcówce. Siarka Tarnobrzeg uległa na własnym stadionie JKS-owi Jarosław 1:3, choć do 77. minuty prowadziła 1:0. O losach spotkania przy Al. Niepodległości zadecydowała czerwona kartka, szybki gol wyrównujący z rzutu wolnego oraz koszmarna postawa tarnobrzeskiej defensywy przy stałych fragmentach gry w ostatnich minutach.
Środowe spotkanie 4. kolejki III ligi rozpoczęło się pomyślnie dla gospodarzy. W 28. minucie prowadzenie Siarce dał Arkadiusz Maj. Choć gra Tarnobrzeżan nie porywała, a w środku pola wyraźnie brakowało kontuzjowanego kapitana zespołu, wynik 1:0 utrzymywał się przez większość spotkania.
Prawdziwy dramat Siarki zaczął się w 76. minucie, kiedy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał Patryk Czerech. Chwilę później, w 77. minucie, bezpośrednio z rzutu wolnego podyktowanego po tym faulu wyrównał Mateusz Podstolak.
W 83. minucie goście stanęli przed idealną szansą na objęcie prowadzenia, jednak bramkarz Siarki popisał się świetną interwencją i obronił rzut karny. Mimo tego impulsu, końcówka w wykonaniu tarnobrzeskiej obrony była fatalna. W 90. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Krystian Wrona uderzeniem głową z najbliższej odległości skierował piłkę do siatki. Gdy gospodarze rzucili się do odrabiania strat, w doliczonym czasie gry ostateczny cios zadał Oliwier Pilch, ustalając wynik na 1:3.
Siarka Tarnobrzeg – JKS 1910 Jarosław 1:3 (1:0)
-
1:0 Arkadiusz Maj 28′
-
1:1 Mateusz Podstolak 77′ (z rzutu wolnego)
-
1:2 Krystian Wrona 90′
-
1:3 Oliwier Pilch 90’+
Co powiedzieli trenerzy po meczu?
Sławomir Majak (trener Siarki Tarnobrzeg):
Do stanu 1:0 wyglądało to w miarę poprawnie, ale kumulowaliśmy błędy, na które uczulałem zespół od pierwszej połowy. Ostrzeżenia były już w pierwszej części gry, w przerwie znów na to zwracaliśmy uwagę, a w drugiej połowie powtarzaliśmy te same pomyłki. Czerwona kartka całkowicie zmieniła obraz tego meczu.
– Nawet gdy obroniliśmy rzut karny i wydawało się, że szczęście jest po naszej stronie, zachowaliśmy się fatalnie przy rzucie rożnym. Piłka była zawieszona, a zawodnik gości uderza z drugiego czy trzeciego metra głową do pustej bramki – pod tym kątem to był po prostu dramat.
<Sytuację skomplikowała kontuzja naszego kapitana, który jest liderem i autorytetem w zespole. Bez niego w środkowej strefie mieliśmy ogromne problemy, nie domykaliśmy środka. Porażka boli, biorę ją na swoje barki i przepraszam wszystkich, którzy byli na meczu. Jeżeli pewnych rzeczy nie zmienimy i zawodnicy do nich nie dojrzeją, to naprawdę szkoda się w to bawić.
Wałerij Sokołenko (trener JKS Jarosław):
Podziękowałem zawodnikom w szatni za walkę. Może nie zagraliśmy najlepszego meczu, ale wreszcie dopisało nam szczęście, którego brakowało w poprzednich kolejkach. Praca na treningach i zaangażowanie w końcu oddały.
– Każdy stęsknił się za wygraną. W IV lidze wygrywaliśmy sporo meczów, ale III liga to inny poziom, inna intensywność i wyższa jakość przeciwników. Musimy się do tego stale przestawiać, ale te trzy punkty są dla nas niezwykle cenne.
Szansa na rehabilitację nadejdzie w niedzielę, 23 sierpnia. Podopieczni Sławomira Majaka zagrają na wyjeździe z Sokołem Kolbuszowa Dolna.
Fotoreportaż oraz skrót z meczu niebawem, zapraszamy
video: Agnieszka Nycz, Piotr Morawski


