Udało się! Trzyletnia Kornelka z Tarnobrzega będzie operowana

Udało się zebrać kwotę potrzebną na operację trzyletniej Kornelki Krasoń z Tarnobrzega, która urodziła się ze złożoną wadą serduszka. Za pośrednictwem portalu Siepomaga uzbierano niemal 200tys. zł na operację w klinice w Niemczech.

Po przejściu operacji dziewczynkę czeka intensywna rehabilitacja.Kosztowne będą również związane z nią wyjazdy i noclegi. Dlatego zbiórka pieniędzy prowadzona jest nadal. Dzisiaj w klubie Fitneska odbywa się maraton fitness dla kobiet, podczas którego można wrzucić do puszki datki dla Kornelki. Kwesta będzie prowadzona również jutro, w trakcie III Przeprawy Zimowej przez Wisłę. Z kolei 3 kwietnia na placu Bartosza Głowackiego odbędzie się Wiosenny Bieg Rodzinny dla serduszka Kornelki- więcej na temat zbiórki tutaj

Dziewczynka jest również podopieczną fundacji „Serce dziecka”, za pośrednictwem której można wpłacać pieniądze na konto Kornelki – szczegóły tutaj.

Historia Kornelki


„Mamusiu umyj mi paluszki” prosiła Kornelka widząc swoje sine palce u rąk. Tak bardzo chciała być jak inne dziewczynki. Gdybym tylko mogła zabrałabym od niej te sine paluszki, fioletowe usta, chore serce i podarowała moje – zdrowe. Niestety nie mogę, mogę tylko walczyć jak tylko matka walczyć potrafi o swoje dziecko.

Kiedy na świat przychodzi wyczekiwane i upragnione dziecko, z nim rodzi się radość i szczęście, które wypełnia serca rodziców i najbliższych. Nasze szczęście nie trwało długo… choć spodziewaliśmy się zdrowego maleństwa, staliśmy się rodzicami dziecka, które umiera na oddziale gratulacji, szczęścia i dobrych wiadomości. Nasze oczy zalały się łzami, a serca wypełnił strach o życie naszej córeczki.
Kornelka urodziła się 11 listopada 2015 roku siłami natury jako śliczny, „zdrowy” noworodek otrzymała 10 punktów Apgar. Ciąża przebiegała bez komplikacji, czułam się dobrze, wszystko było gotowe na przyjście na świat naszego maleństwa i nic nie wskazywało na to, że w kilka chwil całe nasze poukładane życie zawali się jak domek z kart, a nasza córka będzie walczyć o życie.

Kilka godzin po porodzie lekarza dyżurującego zaniepokoił szmer w okolicy serduszka i spadek saturacji, Kornelka została przetransportowana do Wojewódzkiego Szpitala w Rzeszowie, gdzie otrzymaliśmy pierwszą diagnozę – złożona wrodzona wada serca – przełożenie pni wielkich naczyń, atrezja zastawki tętnicy płucnej, brak pnia płucnego, ubytek w przegrodzie międzykomorowej.
Łzy same napływały do oczu, a w głowie kotłowały się myśli i pytania: Jak to się stało? Dlaczego nas to spotkało? Dlaczego nikt nie zauważył tego wcześniej? Pytania, które pozostawały bez odpowiedzi.

W kolejnych dniach Kornelka została przewieziona do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowskim Prokocimiu, a tam przeszła pierwszą operację ratującą jej życie. Jako rodzice czuliśmy bezradność i wielki strach o życie najukochańszej dla nas istoty, ale nie pozostawało nic innego jak zaufać lekarzom, którzy na co dzień ratują setki maleńkich żyć. Czas się dłużył strasznie, a my czekaliśmy pod drzwiami na jakąkolwiek wiadomość, strach paraliżował i nie pozwalał odgonić najgorszych myśli – a jak coś pójdzie nie tak? Operacja przebiegła zgodnie z planem, ale to jeszcze o niczym nie przesądza. Decydujące są pierwsze dni po operacji i to jak organizm zaadaptuje się z nowym krążeniem. Po operacji dowiedzieliśmy się, że stan córki jest ciężki, że oddycha za nią respirator a praca serca wspomagana jest silnymi lekami, dokładnie takimi, jakie stosuje się podczas reanimacji. Modliliśmy się, żeby sobie poradziła, żeby była silna. „Stan ciężki ale stabilny” to w takich sytuacjach wbrew pozorom dobra informacja.

Niestety po kilku godzinach nagła hipoksemia spowodowała kolejną interwencję kardiochirurgiczną. Kornelka była na granicy życia i śmierci. Kolejnego dnia rano dostaliśmy telefon, że ze względu na zagrożenie życia będzie przeprowadzone pilne cewnikowanie serca i zostanie podjęta decyzja co dalej. Podczas cewnikowania nie udało się wstawić stentu w zespolenie systemowo płucne, dlatego została podjęta decyzja o kolejnej operacji hybrydowej, aby implantować stent. To było niespełna 48 godzin podczas których Kornelka miała 3 operacje i cewnikowanie serca. Kolejne doby pod respiratorem w stanie ciężkim były bardzo trudne, walczyła o życie. 27 listopada, w trzeciej dobie po operacji serce Korenlki poddało się, nie miało już siły dłużej walczyć, była reanimowana. Wtedy zwyciężyła, wróciła do nas ale to nie był koniec wojny jaką toczyła. Kolejne próby przejścia na własny oddech, kolejne niepowodzenia, to wszystko załamywało nas, niszczyło. Wreszcie powoli zaczęła dochodzić do siebie, oddychać, a po prawie dwóch miesiącach spędzonych w szpitalu została wypisana do domu.

Radość była ogromna, a strach jeszcze większy. Czy będziemy potrafili opiekować się tak ciężko chorym dzieckiem? Z dnia na dzień uczyliśmy się siebie nawzajem, walczyliśmy o każdy zjedzony mililitr pokarmu, który dawał siłę i powolutku pozwalał rosnąć. Staraliśmy się unikać infekcji, bo każda infekcja mogła mieć dla naszej córeczki tragiczne skutki. Był to czas, kiedy próbowaliśmy normalnie żyć, tak aby Kornelka mogła rosnąć, rozwijać się i cieszyć się dzieciństwem. Jeździliśmy regularnie na kontrole, wreszcie nadszedł czas wizyty na oddziale kardiologicznym w celu dokładniejszych badań echo i cewnikowanie serca, jednak okazało się, że był już to ostatni moment na przeprowadzenie kolejnej operacji, która polegała na wymianie zespolenia systemowo płucnego na nowe ponieważ przepływ był już zbyt mały. Kornelka rosła a sztuczna rurka wstawiona w jej serce nie. Po miesiącu spędzonym w szpitalu Kornelka wróciła do domu i jeszcze przez pewien czas dochodziła do siebie.
Na chwilę pożegnaliśmy szpitalny rytm i weszliśmy w zupełnie nowy. Ja musiałam wrócić do pracy więc Kornelka musiała iść do żłobka, a w kolejnym roku mogła cieszyć się zabawą z rówieśnikami chodząc do przedszkola (jeśli jej zdrowie i kondycja na to pozwalały). Nie mogła doczekać się aż urodzi się jej siostrzyczka, była tak bardzo szczęśliwa gdy dowiedziała się, że będzie starszą siostrą. Świetnie odnalazła się w tej roli, często mówi: „nie martw się mamo, ja Wandzię wszystko nauczę (piosenek i wierszyków), ja jej wszystko pokażę (książki, gry, zabawy)”. Tak bardzo tego pragniemy, tak bardzo chcemy, żeby dziewczynki miały siebie, by zawsze były razem.

Kornelka pokazała nam co jest w życiu najważniejsze, jej walka o życie nauczyła nas pokory, a także pokazała, że nie można poddawać się zbyt łatwo. Dlatego postanowiliśmy zawalczyć o to, by operacja korygująca wadę jej serca odbyła się w Klinice Uniwersyteckiej w Munster. To właśnie tam bardzo chore serca dzieci operuje prof. Edward Malec i to właśnie tam ma być kontynuowane leczenie naszej córeczki. Kornelka już tak wiele rozumie, już wie, że jej paluszków nie można umyć, że jedyna szansa, aby stały się różowe jak u innych dzieci to operacja serduszka. Jesteśmy przerażeni, znów będziemy musieli oddać córkę w ręce obcych ludzi, chcemy zwiększyć szanse naszego dziecka na szczęśliwe życie, chcemy być obok gdy zaśnie przed operacją i pragniemy by nasze twarze zobaczyła jako pierwsze gdy wróci do nas z dalekiej podróży, chcemy wtedy trzymać ją za ręce, tylko tyle i aż tyle możemy jej dać.

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x
Skip to content