Czy leasing obniża zdolność kredytową firmy

Maszyna przyjechała w marcu, umowa leasingu podpisana, rata rozłożona na cztery lata. W październiku ta sama firma składa wniosek o kredyt obrotowy i słyszy kwotę o połowę niższą, niż zakładał właściciel. Nikt niczego nie ukrywał, po prostu w międzyczasie doszło zobowiązanie.

Krótka odpowiedź: tak, leasing obniża zdolność kredytową firmy. Ważniejsze jest jednak to, w którym miejscu bank go widzi i jak duży kawałek zdolności zabiera. Bo to już zależy od tego, jaką masz umowę i jak prowadzisz księgi.

Bank liczy ratę, nie wartość sprzętu

Bank ma ustawowy obowiązek zbadać zdolność kredytową, zanim udzieli kredytu (art. 70 ust. 1 Prawa bankowego). W praktyce sprowadza się to do prostego rachunku: ile firma zarabia, ile już oddaje co miesiąc i co z tego zostaje na nową ratę.

Po stronie zobowiązań ląduje też leasing. Nie liczy się przy tym wartość maszyny ani suma wszystkich rat do końca umowy, tylko miesięczne obciążenie. Dwie umowy po tysiąc złotych miesięcznie robią ze zdolnością firmy to samo, co kredyt z ratą dwóch tysięcy, bo dla analityka to ten sam ubytek gotówki.

Formalnie leasing nie jest kredytem. Jego umowę reguluje kodeks cywilny (art. 709(1) i następne), nie prawo bankowe. Przy liczeniu zdolności niewiele to jednak daje, bo bank patrzy na to, ile pieniędzy wychodzi z firmy co miesiąc.

Długość umowy działa w dwie strony. Ta sama maszyna wzięta na pięć lat ma niższą ratę niż na trzy, więc mniej obciąża bieżącą zdolność, ale zostaje z firmą dłużej i będzie ciążyć przy każdym wniosku przez ten czas. Krótsza umowa obciąża mocniej teraz, ale kończy się wcześniej. Gdy planujesz większe finansowanie, długość umowy liczy się często bardziej niż sama wysokość raty.

Skąd bank wie o leasingu, którego nie ma w bilansie

Sprawozdanie to nie jedyne miejsce, do którego zagląda analityk. Zanim policzy zdolność, przechodzi przez wyciąg z rachunku firmowego i widzi tam regularne przelewy do finansującego. Powtarzalna kwota co miesiąc, ta sama nazwa odbiorcy, i już jest o co zapytać.

Drugie źródło to bazy. Prawo bankowe pozwala bankom wymieniać się informacjami o zobowiązaniach klientów przez wspólną instytucję, czyli w praktyce BIK (art. 105 ust. 4). Część firm leasingowych przekazuje dane także do biur informacji gospodarczej, które działają na podstawie ustawy z 9 kwietnia 2010 roku. Nie każda umowa leasingu tam trafi, ale zakładanie z góry, że nie trafi żadna, to kiepski punkt wyjścia przed wnioskiem.

No i sam wniosek. Podpisujesz w nim oświadczenie o zobowiązaniach firmy. Jeśli pominiesz tam umowę, która i tak wyjdzie z wyciągu, kosztuje cię to więcej niż samo zobowiązanie, bo bank przestaje ufać reszcie danych. Przy jednoosobowej działalności dochodzi jeszcze historia kredytowa właściciela, bo formalnie to cały czas ta sama osoba fizyczna.

Przed większym wnioskiem zbierz wszystkie umowy w jednym miejscu i policz ich łączną ratę, razem ze składką ubezpieczenia, jeśli wchodzi do harmonogramu. Taki przegląd robią też pośrednicy kredytowi, zdalnie i bez opłaty za samą konsultację. Sprawdzają przy okazji, czy planowany leasing dla firm nie zablokuje kredytu obrotowego, po który firma zamierza sięgnąć za rok, bo kolejność tych dwóch decyzji potrafi przesądzić o obu.

Operacyjny czy finansowy: co widać w księgach

Leasing finansowy wchodzi do ksiąg dwustronnie: środek trwały po jednej stronie, zobowiązanie po drugiej. Leasing operacyjny rozliczany podatkowo zostaje poza bilansem i widać go tylko w kosztach. Mało kto pyta o to przy podpisywaniu umowy, a przy wniosku kredytowym potrafi to zaskoczyć.

Ustawa o rachunkowości wymienia warunki, po spełnieniu których umowę kwalifikuje się w księgach jako leasing finansowy (art. 3 ust. 4). Jednostki, których sprawozdania nie podlegają obowiązkowemu badaniu, mogą zamiast tego stosować kwalifikację podatkową (art. 3 ust. 6). Większość mikrofirm z tego korzysta. Firmy, które sporządzają sprawozdania według MSSF, wyboru nie mają, bo MSSF 16 każe pokazać w bilansie prawo do użytkowania i zobowiązanie z tytułu leasingu.

Dla wskaźników zadłużenia to spora różnica. Bilans bez leasingu operacyjnego wygląda lepiej i formalnie jest w porządku. Tyle że analityk banku wie o tym doskonale, więc dopytuje o umowy pozabilansowe, a raty i tak dolicza do obciążeń. Zobowiązanie nie znika, zmienia się tylko miejsce, w którym trzeba je pokazać.

Co da się z tym zrobić przed wnioskiem

Zacznij od kolejności. Jeśli w tym samym roku planujesz i sprzęt, i finansowanie bieżące, ustal, co jest ważniejsze, i o to wystąp najpierw, bo zdolność masz jedną, a pierwszy podpis zabierze z niej swoje.

Uważaj przy tym na opłatę wstępną. Wysoka wpłata na starcie obniża ratę, ale wyjmuje gotówkę z obrotu akurat wtedy, gdy bank patrzy na stany na rachunku, a przy wniosku składanym miesiąc po podpisaniu leasingu widać to od razu. Tak samo, gdy składasz wnioski hurtem: kilka zapytań o finansowanie w krótkim czasie zostawia ślad w bazach, a analityk czyta to jako szukanie pieniędzy na wszystkich frontach naraz.

Bywa też tak, że lepiej odczekać kilka miesięcy. Umowa dobiegająca końca za trzy miesiące inaczej wygląda w rozmowie niż taka z trzema latami do przodu, więc jeśli wniosek może zaczekać do wykupu, warto to policzyć.

I rzecz, o której przy jednoosobowej działalności łatwo zapomnieć: rata leasingu firmowego obciąża także twoją prywatną zdolność. Kredyt hipoteczny na dom liczy się z tego samego portfela co maszyna do zakładu.

Leasing sam w sobie nie jest problemem. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy przypominasz sobie o nim dopiero w banku, przy trzecim pytaniu analityka. Dlatego zestawienie wszystkich rat lepiej mieć przygotowane przed rozmową, a nie dopiero po niej.

artykuł sponsorowany

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x
Przejdź do treści