Ponad dwa miesiące czekała nasza redakcja na odpowiedzi dotyczące szczegółów przyszłej oferty przewozowej dla Tarnobrzega. W kwietniu br. wysłaliśmy do resortu infrastruktury szczegółowe pytania o czas przejazdów, komfort pociągów i obsługę pasażerów na stacji. Otrzymane właśnie oficjalne stanowisko, pod którym podpisała się rzeczniczka ministerstwa, jasno pokazuje, że nowoczesność ma w Tarnobrzegu swoje granice. Na stacji nie kupimy tradycyjnego biletu, a nowe dalekobieżne trasy to plan odłożony na kolejną dekadę.
Przypomnijmy, że pytaliśmy m.in. o to, o ile minut skróci się czas podróży do Warszawy, Krakowa i Rzeszowa, czy na stację wrócą kasy lub biletomaty oraz jakim taborem będziemy podróżować. Stanowisko Ministerstwa Infrastruktury nie pozostawia złudzeń w wielu kluczowych kwestiach.
Na stacji bez kasy i biletomatu. Jak kupić bilet?
Dla wielu pasażerów, zwłaszcza starszych lub rzadziej podróżujących, najważniejsza informacja dotyczy obsługi na samym dworcu. Resort stawia sprawę jasno: w Tarnobrzegu nie powstanie żaden stacjonarny punkt sprzedaży.
Anna Szumańska, rzecznik prasowy Biura Komunikacji Ministerstwa Infrastruktury, informuje oficjalnie:
„Aktualnie na stacji kolejowej w Tarnobrzegu nie jest planowane przywrócenie kasy biletowej ani montażu biletomatu (jako stacjonarnych punktów sprzedaży biletów). Spółka PKP Intercity inwestuje w elektroniczne kanały sprzedaży biletów z uwagi na systematycznie wzrastający udział tej formy dystrybucji”.
Co to oznacza w praktyce? Pasażerowie muszą kupować bilety przez internet lub aplikacje mobilne. Rzeczniczka przypomina jednak o rozwiązaniu dla osób, które nie korzystają ze smartfonów.
„Podróżni rozpoczynający przejazd na stacji Tarnobrzeg, którzy nie korzystają z elektronicznych kanałów sprzedaży, mogą nabyć bilet u drużyny konduktorskiej bez uiszczania tzw. opłaty pokładowej za wydanie dokumentu przewozu w pociągu” – wyjaśnia Anna Szumańska.
Czas przejazdu? „Odsyłamy do internetu”
Nasza redakcja prosiła również konkretne informacje, dotyczące „zysków czasowych”, jakie pasażerowie odczują po podniesieniu prędkości na liniach do 120 km/h na odcinkach do stolicy, Rzeszowa czy Krakowa. Resort nie podał jednak dokładnych wyliczeń ani minutowych zysków w przesłanym piśmie. Wskazano jedynie, że informacja na temat planowanej od września br. oferty przewozowej, kierunków, czasu przejazdu i częstotliwości dla węzła Tarnobrzeg dostępna jest na Portalu Pasażera (portalpasazera.pl), którego administratorem są PKP Polskie Linie Kolejowe SA.
Wiemy natomiast, jakich składów możemy się spodziewać. Na trasach dalekobieżnych nie mamy co liczyć na nowoczesne elektryczne zespoły trakcyjne typu Flirt czy Dart.
„Przewozy będą realizowane przy użyciu pociągów zestawionych z wagonów klasycznych i lokomotyw lub spalinowych/hybrydowych zespołów trakcyjnych” – odpowiada rzeczniczka Ministerstwa Infrastruktury.
Nowe relacje dalekobieżne? Być może, ale po 2030 roku
W odpowiedzi pojawił się także wątek nowych kierunków, który z jednej strony brzmi obiecująco, z drugiej – jest melodią bardzo dalekiej i niepewnej przyszłości.
„W MI trwają analizy nad utworzeniem po 2030 r. nowej dalekobieżnej kolejowej linii komunikacyjnej łączącej Rzeszów przez Tarnobrzeg, Kielce i Łódź z Poznaniem” – przyznaje w stanowisku dla naszej redakcji Anna Szumańska.
Na bezpośredni pociąg do Poznania przyjdzie nam jednak długo poczekać, a samo ministerstwo zabezpiecza się długą listą urzędowych warunków.
„Realizacja takich połączeń byłaby możliwa w ramach nowych umów o świadczenie usług publicznego dalekobieżnego transportu kolejowego z podmiotami wybranymi w konkurencyjnym postępowaniu po 2030 r., pod warunkiem uzyskania odpowiedniej kwoty dofinansowania do przewozów kontraktowanych w ramach służby publicznych ze strony resortu finansów oraz istnienia odpowiedniej rezerwy zdolności przepustowej w rejonie Tarnobrzegu” – wylicza rzeczniczka resortu.
foto: Krzysztof Dzidek/PKP PLK



To znaczy, że nie będzie nic, co było obiecywane przez prezydenta. Zero zaskoczenia