Tarnobrzeżanin Łukasz Szpunar, znany szerszej publiczności jako „Król Lodu”, udowodnił, że ekstremalne temperatury to jego żywioł – tym razem jednak w zupełnie innym wydaniu. 29 czerwca, w czasie gdy termometry wskazywały blisko 40°C, podjął próbę ustanowienia rekordu świata w nietypowej kategorii. Pokonał dystans ponad 10 kilometrów wokół jeziora, będąc ubranym w pełny strój zimowy. Choć wyczyn zakończył się sukcesem, wywołuje on spore dyskusje na temat granic ludzkiej wytrzymałości i bezpieczeństwa takich inicjatyw.
Spontaniczny pomysł i walka z ekstremum
Cała akcja narodziła się niezwykle spontanicznie. Jak przyznaje sam Szpunar, decyzja zapadła w niedzielę wieczorem, 28 czerwca, a już następnego dnia o godzinie 16:00 rozpoczął swoją próbę. Impulsem była fala afrykańskich upałów – idealna okazja, by sprawdzić organizm w warunkach skrajnie odmiennych od zimowego saunowania czy morsowania.
Wyzwanie polegało na przejściu trasy w oficjalnej kategorii organizacji Record Holders Republic – jako najdłuższy dystans pokonany w zimowym stroju w ekstremalnym upale. Na ubiór Łukasza składały się:
gruba kurtka i bluza,
długie spodnie,
zimowe buty i grube skarpetki,
czapka, szalik oraz rękawiczki.
Kryzys przyszedł bardzo szybko. Szpunar relacjonował, że już na drugim kilometrze myślał o przerwaniu wyzwania.
„Wiedziałem, że przede mną jeszcze ponad osiem kilometrów, ale powiedziałem sobie, że ten wyczyn może stać się dla kogoś inspiracją. Może sprawi, że ktoś odważy się zrobić coś ważnego w swoim życiu, przekroczyć własne granice i zacząć myśleć odważniej” – napisał po zakończeniu próby, którą ostatecznie zamknął z wynikiem 10 kilometrów i 200 metrów.
Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu? Głos ratownika
Tego typu wyczyny, choć imponujące pod kątem czystej siły woli, budzą uzasadniony niepokój ekspertów medycznych. Długotrwały marsz w grubych, zimowych ubraniach przy 40 stopniach Celsjusza drastycznie zaburza termoregulację organizmu. Ryzyko udaru cieplnego, skrajnego odwodnienia oraz utraty przytomności było w tym przypadku gigantyczne.
Świadomy tego zagrożenia Szpunar nie szedł sam. Kluczową rolę odegrał support: Sławek, odpowiedzialny za ciągłe podawanie płynów, oraz ratownik medyczny Łukasz Witoń, który na bieżąco monitorował stan zdrowia zawodnika.
„Zabezpieczenie wyglądało w ten sposób, że cały czas jechaliśmy za Łukaszem, sprawdzając jego ocenę świadomości i kontrolując stan zdrowia” – tłumaczy Łukasz Witoń. „Najważniejsze było nawodnienie i uzupełnianie elektrolitów, bo w tych ciuchach organizm niesamowicie się wypacał. Umówiliśmy się jasno: ból głowy, zawroty, osłabienie czy dezorientacja oznaczałyby natychmiastowy koniec. Jako ratownik miałem ostateczną decyzję o przerwaniu bicia rekordu”.
Dzięki profesjonalnemu podejściu medyka wyzwanie udało się doprowadzić do końca bez poważniejszych konsekwencji zdrowotnych, choć po wszystkim konieczne było zaleczenie mocno otartych ud.
Inspiracja czy igranie z losem?
Wyczyn Łukasza Szpunara, który sam siebie żartobliwie mianował nowym „Hot Kingiem”, spotyka się z dwojakim odbiorem.
Z jednej strony trudno odmówić mu niesamowitej odporności psychicznej i fizycznej. Dla wielu osób jego hasło „Niemożliwe naprawdę nie istnieje” może być motywacją do przełamywania własnych barier w codziennym życiu – niekoniecznie tak ekstremalnych, ale wymagających odwagi.
Z drugiej strony pojawiają się pytania o sensowność generowania tak skrajnego ryzyka dla samego faktu ustanowienia rekordu. Krytycy takich zachowań zwracają uwagę, że promowanie tak niebezpiecznych dla zdrowia zachowań – zwłaszcza pod wpływem impulsu i przy minimalnym czasie na przygotowanie – może znaleźć naśladowców, którzy nie zapewnią sobie tak profesjonalnej asysty ratowniczej, co w najgorszym scenariuszu może skończyć się tragedią.
Ostateczna ocena tego typu wyzwań zawsze pozostaje kwestią indywidualną. Łukasz Szpunar po raz kolejny udowodnił jednak, że potrafi przesuwać granice tam, gdzie większość ludzi nawet nie odważyłaby się spojrzeć.
foto&video: Piotr Morawski



Pierwszy komentarz nie może być głupi. Więc powiem tak, przegrzanie jest śmiertelnym zagrożeniem, w odróżnieniu od hipotermii która co najwyżej może wywołać odmrożenia czy stan hibernacji z którego można wyjść. W przypadku przegrzania ryzyko śmierci jest realne, może dojść do udaru cieplnego ,udar mózgu a w dalszej części ścinaniu się białek w temperaturze 42 stopni co jest procesem NIEODWRACALNYM. To że nie widać złych skutków wcale nie oznacza że nie doszło do mikro udaru. Pan Łukasz powinien wykonać tomografię i inne badania czy nic się nie stało.