Druga odsłona tegorocznego cyklu regat Forbet Cup upłynęła pod znakiem wyjątkowo trudnych warunków atmosferycznych. Palący upał i niemal całkowity brak wiatru pozwoliły na rozegranie tylko jednego wyścigu, w którym o sukcesie decydowały przede wszystkim cierpliwość, spryt oraz techniczne wyczucie załóg.
Do rywalizacji na półmetku cyklu przystąpiło 16 jednostek – 11 w klasie otwartopokładowej oraz 5 w klasyfikacji jachtów kabinowych. Choć początek dnia dawał nadzieję na stabilną aurę, tuż po rozpoczęciu procedury wiatr na akwenie całkowicie zgasł.
– Bardzo ciężko na wodzie. Strasznie słabe warunki wietrzne, dochodzące czasami do zera, także ten jeden wyścig był mocno wymęczony – relacjonował sędzia główny zawodów, Janusz Bobula. – Wygrały najszybsze łódki, ale i cierpliwość, bo ona była tu kluczowa. Nie wszyscy ukończyli bieg, niektórzy po prostu nie mieli już siły walczyć ze słabym wiatrem.
Dla wielu załóg walka z flautą okazała się sprawdzianem odporności psychicznej. W takich okolicznościach kluczowa była technika – unikanie zbędnych ruchów na pokładzie i precyzyjne balansowanie kadłubem.
– To są najtrudniejsze warunki do żeglowania. Czekaliśmy godzinę na wiatr – przyznał Maciej Kwasek ze zwycięskiej w klasie otwartopokładowej załogi Setka z Sandomierza. – W skupieniu naprawdę trzeba nie oddychać, nie ruszać się, jak najmniej przesuwać po pokładzie, żeby łódka nie tańczyła w wodzie. Trzeba wykorzystywać każdą możliwą przewagę techniczną, delikatnie wybierać i popuszczać żagle.
Trudną sytuację na akwenie niektóre ekipy przyjmowały jednak z dużym dystansem i żeglarskim humorem.
– Dzisiaj strasznie było, naprawdę wiało, „siódemka” była! – żartował Michał Harnik z Forbet Team. – A tak poważnie, to warunków w ogóle nie było. Prawdziwa Barcelona to nie jest, raczej taka nasza żeglarska okręgówka, ale i tak pokazaliśmy klasę. Dopłynęliśmy jako drudzy, choć ostatecznie nas cofnęli… pewnie dlatego, że jesteśmy najładniejsi! Korzystając z okazji, chcę bardzo podziękować swojemu szefowi za to, że dokupił do łódki silnik. Dzięki temu po zgaszeniu wiatru nie musieliśmy wiosłować do brzegu.
Trzypokoleniowy triumf i otwarta tabela
W klasyfikacji jachtów kabinowych po raz drugi z rzędu swoją dominację potwierdził tarnobrzeski Dryzner Team. Rodzinna, trzypokoleniowa załoga kierowana przez doświadczonego sternika Zbigniewa Dryznera, doskonale wykorzystała swoje wieloletnie regatowe rzemiosło.
– Warunki były praktycznie zerowe, typowa flauta. Ale jak mówią żeglarze: najlepiej wygrywa się właśnie na słabych wiatrach, bo wtedy można pokazać swoją klasę i poziom wyszkolenia – podsumował sternik Zbigniew Dryzner. – Nie jest łatwo, ale decyduje taktyka i zgranie. Nasza załoga jest rodzinna, trzy pokolenia: dziadek, syn i wnuczek. Najmłodszy członek załogi, Filip Dryzner, nie krył radości: – Bardzo dobrze się płynęło, było dużo zabawy i emocji, ogólnie fajnie! Z kolei jego tata dodał, że choć przy silniejszym wietrze jest „więcej mocy”, to drugie zwycięstwo w sezonie ogromnie cieszy w kontekście walki o wygraną w całym cyklu.
Drugie miejsce w klasie kabinowej wywalczyła załoga Dafne z Mielca, a na trzecim stopniu podium stanął Żulik z Ostrowca Świętokrzyskiego. W jachtach otwartopokładowych za sandomierską Setką uplasowały się krakowski Hornets oraz Przygoda Team z Pysznicy. Na półmetku sezonu w tej klasie wciąż nie ma wyraźnego faworyta.
Lipcowy powrót i nocna iluminacja
Kolejna, trzecia już runda pucharowych zmagań Forbet Cup odbędzie się 18 lipca. Zanim jednak żeglarze powrócą do walki o punkty, Jezioro Tarnobrzeskie stanie się areną zupełnie innego, wyjątkowego wydarzenia.
Już za tydzień, 27 czerwca, organizator cyklu – Grupa Woda – zaprasza na drugą edycję widowiskowych Regat Świętojańskich. W tym unikalnym, wieczornym i nocnym wyścigu sportowa rywalizacja zejdzie na dalszy plan. Główną rolę odegra kreatywność załóg, a specjalne nagrody trafią do ekip, które przygotują najciekawiej i najbogaciej oświetlone jachty oraz najbardziej pomysłowe, świetlne iluminacje własnych strojów. Zapisy na to widowisko już trwają.
VIDEO NIEBAWEM, ZAPRASZAMY
foto: Piotr Morawski


